Dary losu albo Dziewczyny lubią brąz

Znajdujemy się w jednym z wszechświatów równoległych.

Słowiki polskiej bankowości z pewnością lubią, a nawet kochają nie brąz, ale żółć, która podobnie jak w naszym wszechświecie składa się na barwy wojenne idącego jak burza okrętu.

Co jeszcze mógłby Ryszard Rynkowski z alternatywnej rzeczywistości zadedykować bankowcom spod ciemnej gwiazdy tańczącym raiffeisena wiedeńskiego?

Dary. Dary ziemi. Bo taka jest nazwa nowego – funkcjonującego zarówno w naszym, jak i w równoległym wszechświecie, w którym się znajdujemy – strukturyzowanego produktu inwestycyjnego Raiffeisen Banku.

Możecie za sprawą Piotra Cz. i spółki zainwestować w pszenicę, cukier, soję i kukurydzę.

Musicie mieć co najmniej 10 tys. zł i zaufanie do najbardziej rozśpiewanej firmy rodzimego systemu bankowego. Trzeba też zdecydować się na jeden z dwóch stopni ryzyka. Jeśli wybierzecie wariant bezpieczniejszy (98 proc. gwarancji włożonego kapitału) możecie po roku zyskać od 12,8 do 17,2 proc. W przypadku opcji ryzykowniejszej (95 proc.) wyciągacie z żółtego okrętu 23,4-31,8 proc.

Wszystko bez podatku Belki.

Oczywiście decydujecie się zaryzykować bardziej. Zarabiacie przecież 10 tys. miesięcznie, więc pozwalacie sobie na małą inwestycyjną rozrywkę. Darzycie przy tym Raiffeisen Bank bezwzględnym zaufaniem graniczącym z miłością do własnej matki.

No co?!

Pamiętajcie, że znajdujemy się w jednym z wszechświatów równoległych, gdzie Raiffeisen Bank nie jest trzecim najbardziej nielubianym bankiem w Polsce. A dobro klientów stanowi dlań priorytet!

Cz., czyli Czajkowski albo Bajoro łabędzie

Mogłoby się wydawać, że przerobiliśmy już właściwie wszystko. 

Piotr Cz. jako włoski dyktator, Piotr Cz. jako przyjaciel białoruskiego dyktatora, Piotr Cz. jako rozmarzony konus, Piotr Cz. jako Poncjusz Piłat polskiego systemu bankowego, Piotr Cz. jako ja, Piotr Cz. jako pogromca świerszczy, Piotr Cz. jako Grek,  Piotr Cz. jako żółwiobójca, wreszcie Piotr Cz. jako starszy rangą wyjadacz gnębiący młodych adeptów bankowości. I oczywiście Piotr Cz. jako bankowiec spod ciemnej gwiazdy tańczący raiffeisena wiedeńskiego. 

Jednak to zdecydowanie nie wszystko. 

Otóż Piotr Cz. jest muzykiem! Przynajmniej na pytanie anonimowej osoby konwersującej z prezesem w ramach „rozmów towarzyszących realizacji projektu BIZNES W OBIEKTYWIE – LIDERZY BANKOWOSCI, przeprowadzonych przez Fundacje COMMITMENT TO EUROPE arts & business oraz firmę doradczą Delloite” tenże prezes odpowiedział twierdząco. 

Zanim zacznę naśmiewać się z tego, co anonimowa osoba przeprowadzająca wywiad z prezesem nazwała „wrażliwością” prezesa pozwolę sobie na chwilę refleksji nad projektem, dzięki któremu przeciętny zjadacz margaryny może dowiedzieć się, że Piotr Cz. jest muzykiem obdarzonym czymś, co osoba posiadająca dzięki projektowi na margarynę nazwała właśnie „wrażliwością”. 

Uff. 

Wybaczcie mi to zdanie, próbuję zdusić w sobie dziki śmiech, dlatego tak się zapętlam, ale już nie mogę.

Piotr Cz. jest wrażliwy!!! 

Aaaaaaaaaa!!! Hahahahahahahahahahahahahahahahaaaaaaa!!!

Teraz czas na refleksję. BIZNES W OBIEKTYWIE – LIDERZY BANKOWOSCI? Fundacja COMMITMENT TO EUROPE arts & business oraz firma doradcza Delloite? Równie dobrze z Piotrem Cz. rozmowy mogłyby przeprowadzić Fundacja ODDAJ NAM WSZYSTKIE SWOJE aktywa & środki, a także firma doradcza Kradnij. Nazwa projektu: MISSELING W OBIEKTYWIE – LIDERZY DEZINFORMACJI

Teraz czas na doświadczenia muzyczne Piotra Cz.: „Tak, śpiewam od 38 lat. Jako chłopiec byłem związany z warszawskim chórem Lutnia. Teraz śpiewam w 9-osobowym męskim zespole wokalnym Des Singers. Spotykamy się na próbach co wtorek, oczywiście w… banku, bo tam na pewno można mnie zastać. Śpiewamy głównie muzykę poważną: od średniowiecza i renesansu, do współczesnych opracowań wokalnych”.

Oddajcie się lekturze tego wywiadu. Dowiecie się m. in., że prezes pewnego razu zmusił („poprosiłem”) do wykonania hymnu Unii Europejskiej swoich cherubinów i serafinów („wszystkich menedżerów wyższego i średniego szczebla, tzw. Top 45 i Top 200”) z okazji jakiegoś święta bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego.

Dowiecie się również, co ukształtowało „wrażliwość” Piotra Cz. Nie dowiecie się natomiast czy – i kiedy – prezes zmusi swoje smutne, powiedzmy, łabędzie do uroczystego odtańczenia raiffeisena wiedeńskiego. I utopienia się w jeziorze (czytajcie: mętnym bajorze) swojej „wrażliwości”.

Bankowcy spod ciemnej gwiazdy tańczący raiffeisena wiedeńskiego kupują przepustkę do lepszego świata

Wybaczcie mi nieco przydługi tytuł. Ale taka kombinacja wyrazów w sposób wydatny streszcza główną tezę czwartkowego artykułu „Rzepy”.

Historia jest doskonale znana. Trzeci najbardziej znienawidzony bank w Polsce przejmuje Polbank. Dzięki temu ma realną szansę na awans w rodzimej hierarchii firm zwanych bankami.

Ile można powtarzać to samo!

Tekst „Rz” jest na tyle szczególny, że zawiera wyimki z wywiadu „Parkietu” z Piotrem Cz.

Jeden – szczególnie brutalny dla osób, według których zdobywanie majątku w sposób podejrzany etycznie wciąż stanowi (nieokreśloną w czasach relatywizmu moralnego) formę wykroczenia – przytoczę za chwilę.

Nadmienię jeszcze tylko, że dla tego rodzaju osób działanie na granicy oszustwa rozumianego jako wykonywanie czynności szkodzących innym osobom jest nieprzerwanie czymś niepojętym.  

Niestety zaliczam się do tych osób.

Niestety czynności podejmowane z myślą o szkodzie innych istot żywych – objawiające się pod postacią najprzeróżniejszych i absolutnie obrzydliwych aktów woli podejmowanych przez przedstawicieli rodzaju ludzkiego na tej planecie w trybie codziennym – budzą we mnie wewnętrzny opór.

Niestety, bo łatwiej by mi było nie posiadać takiej blokady, która została aktywowana za sprawą lektury artykułu Przejęcie Polbanku, czyli spokojna fuzja autorstwa Moniki Krześniak.

Zobaczcie, co tak bulwersującego o przejęciu Polbanku mówi prezes polskiego Raiffeisena.

„Ta transakcja ulokuje nas w ekstraklasie polskich banków. Jednocześnie będziemy drugim po Rosji bankiem w grupie Raiffeisen pod względem wielkości”.

Bum!

Wypowiedź na pierwszy rzut oka niewinna.

A teraz pomyślcie, ile przyprawiających mnie o mdłości aktów woli bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego – poza tymi kilkoma, które odkryli przedstawiciele mediów – zostało zamiecionych pod żółty dywan.

Nie będzie to – pozostając w kręgu jednolitej nomenklatury – przyjemny akt myślowy.

Sposób lokowania się Raiffeisen Banku Polska „w ekstraklasie polskich banków” jest dla mnie po prostu SKANDALEM. Dla wielu będzie objawem NORMALNEGO mechanizmu wolnorynkowego.

Niestety.

Koty z Polbanku będą robić pompki na suficie?

Znowu będzie o Piotrze Cz.

Jeśli zatem ktoś nie lubi, jak dokuczam Piłatowi polskiego systemu bankowego, niech lepiej zamknie oczy. Albo wyłączy komputer. Albo wybierze inną stronę.

Wybaczcie mi tak silną dozę dezynwoltury. W razie czego odsyłam dwa, trzy lub cztery zdania wcześniej.

Jeśli jeszcze jesteście, posłuchajcie.

Szkoda wchodzić w te rewiry, to nie zadanie nie dla mnie, lecz dla poważnych jak autorzy mów pogrzebowych analityków rynku finansowego. Zajrzę tam tylko przez dziurkę od klucza w kuchennych drzwiach.

Obserwujcie mnie.

Wiadomo już, co się w najbliższych latach będzie działo z Raiffeisen Bankiem w Polsce. Żółta łódź podwodna dzięki wchłonięciu Polbanku przepoczwarzy się w okręt wojenny.

To już przerobiliśmy.

Losy kata są znane.

Co jednak z ofiarą?!

Na forum portalu „Bankier” powstał temat pn. „Co dalej z Polbankiem?”. Zajrzał tam dowcipniś i zwolennik logicznego formułowania myśli o ksywie „Zbb”.

„No cóż, raifeisen zrobi tam z pewnoscia porządek. Czarnecki t mocny gość, szkoda ze otacza sie paroma nieciekawymi menedzerami, ale z pewnoscia pójdzie po rozum do głowy i pogoni paru menedżerów. Ogólnie to klienci skorzystają.”

Z rozważań Zbb rozumiem wszystko do momentu, w którym pada epitet opisujący prezesa.

Dokładając wszelkich starań do interpretacji kolejnego fragmentu tychże rozważań, czuję się niczym ekspedientka w sklepie nocnym wysłuchująca zamówienia człowieka, który zazwyczaj robi zakupy w sklepie nocnym w porze, kiedy prezes przywdziewa wtorkowy garnitur, rozmyślając jednocześnie nad tym, jaki automobil wybrać na poranną przejażdżkę do pracy.

Chociaż , by dobrze i w pełni zrozumieć dlaczego za Piotrem Cz. ciągnie się opinia „mocnego gościa” muszę również dołożyć pewnych starać. Mianowicie sprzed funkcjonalnej dziury w drzwiach  kuchennych przenieść się przed taki sam utwór w łazience.

Co tam dostrzegam?

Spójrzcie ze mną.

Oto Piotr Cz. w pełnej krasie. Cały on. Prezes jest nagi. Widzimy wszystko!

W celu dostrzeżenia wisienki na torcie musicie zjechać na sam dół.

Do komentarzy.

Tak jest!!!

Piotr Cz. był w wojsku! Bądź – jak mówią bezzębni zwolennicy militariów – „w woju”.

Nie pomaga mi to w rozstrzygnięciu tego, co będzie z Polbankiem.

Przyznaję się otwarcie. Nie wiem, co będzie z Polbankiem.

Wiem za to, co będzie z pracownikami Polbanku.

Piotr MOCNY FACET Czarnecki każe im – jako kandydatom na bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego – wykonywać legendarne pompki na suficie.

Pozdrowienia dla Aleksandry Kujawskiej-Rączki i Mariusza Puzynowicza

Nie raz!

Nie dwa!

Na tym blogu zamieszczane były wynurzenia dot. piekła, jakim jawi się praca w Raiffeisen Banku. Źródła informacji stanowiły liczne wpisy na forach najpopularniejszych portali o tematyce finansowej. Czynione przez byłych pracowników firmy zarządzanej przez Piotra Cz.

Syte lub – wg wielu moich adwersarzy (którzy są pewnie skrytymi psychofanami tego, co tu znaleźli) – głodne kawałki serwowane przeze mnie faszerowane były co bardziej smakowitymi cytatami z niedoszłych bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego.

Nadeszła jednak pora na kąsek niezwykły.

Cała historia nie miałaby racji bytu, gdyby nie oddział mieszczący się w stolicy wątpliwego dealu polegającego na tym, że bankowcy spod ciemnej gwiazdy tańczący raiffeisena wiedeńskiego wprowadzili swoich klientów w błąd sprzedając im papiery bezwartościowe za 20 mln zł.

Akcja dzieje się zatem w Poznaniu. Autorem jest mój czytelnik, który zamieścił komentarz pod jednym z dawniejszych wpisów. Zrobił to dokładnie 8 lutego. Za pięć dwunasta. W nocy.

Posłuchajcie.

„Miałem wątpliwą przyjemność współpracować w Poznaniu z Panią Aleksandrą Kujawską Rączką i Panem Mariuszem Puzynowiczem w zespole MDF. W sumie pracowałem niby to w oddziale pod opieką tej Pani Dyrektor, a tak naprawde sam nie wiem bo ani zepołu nie poznałem,ani też do końca nie wiem kto miał być moim przełożonym kontakt z tymi wątpliwymi menadżerami od początku polegał na wytykaniu niewiedzy ofertowej de facto już w pierwszym dniu pracy, później na cotygodniowym spowiadaniu się co zamierzam zrobić i dlaczego nie złożyłem jeszcze wniosku kredytowego, o wszelkie rzeczy czyli laptop, notus, dostępy do szkoleń, , miejsce pracy,musiałem się prosić sam, z resztą usłyszałem że mam się nie pojawiać w oddziale tylko przynosić klientów bo zajmuje niepotrzebne miejsce, z tym menadżerem wogóle nie miałem kontaktu, tylko jakieś agresywne telefony, czemu ja nic niby nie robię, jakaś masakra,totalny mobbing i jakies psychiczne gnębienie, co prawda pracowałem na umowie agencyjnej ale w życiu nie współpracowałem z takimi mutantami, ten ich mobing i kompletny brak relacji, pracowałem już wcześniej w bankach i w branży finansowej ale czegoś takiego nie widziałem, tydzień temu w tajemniczych okolicznościach zwolniono a raczej przymuszono do zwolnienia moje koleżanki po tygodniu mnie, w sumie dali mi aż 2 miesiące szansy, poinformowali mnie o tym dopiero po tygodniu i w ciągu godziny kazali oddać telefon i latop, do tego straszyli policją i to tylko dlatego, że przez 2 miesiące nie zdążyłem uruchomic kredytu hipotecznego. Odradzam wszelką pracę w tej wątpliwej instytucji finansowej i tych włąśnie przełożonych”.

Przerażające, prawda?

Do tego efektowny tytuł: „Przełożeni ludzie czy mutanci”.

Dlaczego Twój nowy wpis nie nosi tego właśnie tytułu, który byłby jednocześnie cytatem?!

To Wasze pytanie.

Ponieważ nie raz, nie dwa znajdowaliście tu informacje nt. szych psujących rodzimy system bankowy. Teraz przyszła kolej na płotki.

Zobaczcie jak działają trybiki pożółkłej maszynerii „banku ludzi przedsiębiorczych”.

Były „Pozdrowienia dla dra Herberta Stepica”. Tym razem pozdrawiam Aleksandrę Kujawską-Rączkę i Mariusza Puzynowicza.

Oto moja odpowiedź.

Żółwiobójcy z Austrii pożerają grecką fetę

Ten wpis powstał 4 lutego. Z przyczyn, o których wam nie opowiem zamieszczam swoje nowe zdania dopiero teraz.

JUŻ!

Istnieje taki rodzimy zespół muzyczny, którego nazwa niezwykle mi się podoba. 

Zabili Mi Żółwia.

Już!

Niezła, prawda? Oddaje mniej więcej to, co w tej chwili czuję. Bardziej jednak więcej niż mniej, bo profil na facebooku, który został Mi usunięty we wtorek (01.02.) był dla mnie czymś więcej niż domowe zwierzę, któremu poświęca się trochę czasu i pieniędzy.

Tworzenie mojego profilu na Facebooku pochłonęło sporo czasu, który – jak powszechnie wiadomo – jest równoznaczny z pieniądzem.

A ONI (zawsze muszą być jacyś oni) wzięli i go zlikwidowali. Wyeliminowali z gry jak irytującą muchę spacerującą po ich biurkach, na których porozmieszczane są supernowoczesne komputery. 

Jako oficjalny powód podano Mi zapis z regulaminu, według którego nie wolno tworzyć profili fikcyjnych postaci. Niech się wypchają!

Niech powiedzą to Lady Gadze!!! 

Wiem, że to co innego. 

Tak się tylko kryguję. 

Wolę to niż retorykę typu: pierwszego lutego dwa tysiące jedenastego roku umarła w Polskiej przestrzeni sieciowej wolność słowa. 

Chociaż takie zdania może byłyby bardziej adekwatne do sytuacji.

Posłuchajcie.

Niedawno usunięty został profil Nabitych w Raiffeisen. Teraz spada na nas wiadomość o wygranej Raiffeisena w wyścigu po Polbank.

Wchodzę na blog Macieja Samcika, samotnego myśliwego w niemal bezdrzewnym lesie prowadzonych z przymrużeniem oka blogów dot. finansów.

Od razy rechoczę na widok tylko tytułu (coś w stylu „ha ha ha ha ha – nie mogło zabraknąć greckiej fety”).

Nie dowiaduję się od idola bankowej młodzieży (te wszystkie psychofanki w żakietach!) niczego, czego nie można by się było dowiedzieć z artykułu Magdaleny A. Olczak, cytowanej przeze mnie kilka dni temu żurnalistki „Gazety Prawnej”.

To dobrze. Wszystkie warianty scenariusze zostały przecież rozpisane dawno temu. Wystarczyło tylko wybrać odpowiedni rozwój wypadków.

Raiffeisen awansuje w bankowej hierarchii za sprawą przejęcia Polbanku. I co z tego?

To, że nie chce już, aby ktoś niczym biblijny Dawid walił weń z facebookowej procy.

Problem bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego polega na tym, że mam już nowy profil na FB!

I wśród moich znajomych znajdują się takie tuzy polskiego życia publicznego jak Leszek Miller, Sara May, czy Wróżka Salomea. 

Dołączcie do nich.

Dołączcie do nas! Postrzelajmy w nowego Goliata polskiego systemu bankowego razem.

Tymczasem zobaczcie, jak skończyła się moja eksploracja nowego wpisu na blogu M. Samcika.

Skończyła się zdumieniem wywołanym przez szczególny fragment wywodu dziennikarza „Gazety Wyborczej”.

„Raiffeisen ma opinię banku solidniejszego, niż Polbank, ale z drugiej strony również i bardziej drapieżnego. To ten bank toczy batalię z klientami, którym lekkomyślnie zaoferował obligacje spółki Semax, przyszłego bankruta. Raiffeisen oferował swoim klientom również słynne opcje walutowe, nigdy nie wzbraniał się też przed kredytami walutowymi i ma na koncie – podobnie jak banki z grupy BRE – wpisywanie klientom do umów oprocentowania zależącego od decyzji zarządu” – powiada żurnalista.

Narzędzia pracy bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego, czyli podejrzana etycznie przebiegłość i celowa dezinformacja są tutaj rozgrzeszająco wpisywane w krąg błogiej, zgoła młodzieńczo niewinnej, lekkomyślności. 

Psychofanki zrzucają żakiety.

KONIEC.

Windykacyjne samookaleczenie

Jak musiałaby się potoczyć wasza droga życiowa, aby Fortuna albo Opatrzność lub po prostu Przypadek, paradoksalnie porządkujący chaos wszechświata, (wybierajcie wg uznania!) umieścił/a was w branży windykacyjnej?

Niby nie ma złych zawodów. Choć przedstawiciele większości profesji zajmują się z grubsza  udowadnianiem zasadności istnienia swoich etatów.

No więc?! 

Chcielibyście zajmować się ściąganiem długów?

Jeśli tak, to wydźwięk artykułu zamieszczonego w nowym „Forbesie” jest dla was więcej niż optymistyczny.

Autor to Jarosław Machowiak, tytuł: Dłużnicy do rejestru.

I cytat, który powinien wprawić was w dobry nastrój.

– Perspektywy rozwoju branży są bardzo obiecujące. Według raportu przygotowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, w 2014 r. wartość rynku zarządzania wierzytelnościami wzrośnie do 22,2 mld złotych. Rynek zarządzania wierzytelnościami rozwija się także dzięki rosnącej z roku na rok skłonności do outsourcowania usług windykacyjnych oraz sprzedaży zagrożonych portfeli. Od kilku już lat zauważamy wzrostową tendencję do przekazywania firmom windykacyjnym zleceń odzyskiwania zadłużenia. W sytuacji ciągłego przyrostu wartości „złych kredytów” firmy bez rozbudowanego zaplecza windykacyjnego nie są w stanie samodzielnie odzyskać swoich długów – powiedział „Forbesowi” Piotr Krupa, prezes Kruka.

Takiego Kruka, który zjada wasze telewizory i pralki, jeśli zbyt wiele razy zapomnicie opłacić rachunków.

Zdarza się.

Poza napomknieniem o koniunkturze w branży, jeszcze jedna ważna rzecz wyziera z tej, nieco przydługiej jak na prasowe standardy, wypowiedzi.

Każda szanująca się firma musi posiadać „rozbudowane zaplecze windykacyjne”. Każda szanująca się firma korzysta zatem z usług najprzeróżniejszych Kruków oraz posiada, coraz istotniejszy ostatnimi czasy, dział windykacji.

Czy Raiffeisen Bank jest szanującą się firmą?

Tak.

Problem polega na tym, że – jak wiele firm – Raiffeisen Bank nie szanuje swoich klientów, lecz posiada dział windykacji, bo przede wszystkim dba o samą siebie. Nie zaważając na to, że dbałość o klientów to również dbałość o siebie.

Właściwie to wszyscy już wiecie, że Raiffeisen Bank jest specyficzną firmą. Oferuje dodatkowe atrakcje związane z korzystaniem z jej usług. Niczym prostytutka ze szklanym okiem (kto widział genialne Ostatnie zadanie z Jackiem Nicholsonem, ten wie o czym mówię).

Dlatego Raiffeisen Bank nie posiada działu windykacji. Raiffeisen Bank ma ZESPÓŁ windykacji!

Sebastian Struga – tak nazywa się szef tego zespołu. Nie przytoczę wypowiedzi S. Strugi zamieszczonej przez żurnalistę „Forbesa”, gdyż nie są to specjalnie interesujące wynurzenia.

Wystosuję za to do S. Strugi pytanie otwarte. A raczej retoryczne.

Uwaga!

Nadchodzi.

Czy istnieje możliwość, aby sprawnie funkcjonujący i nowoczesny zespół windykacji odebrał swojej firmie należne jej klientom środki?

Marzenie konusa

Każdy chciałby być kimś innym niż jest.

Kwiat chciałby być drzewem. Drzewo chciałoby być innym rodzajem drzewa. Kot chciałby być pszczołą. Żółw chciałby być ptakiem. Ryba chciałaby być kaktusem. Z różowym kwiatkiem na czubku.

Tako (mniej więcej, bo to moje – wolne – tłumaczenie) rzecze, a raczej śpiewa Kimya Dawson. 

Dlaczego mielibyśmy jej nie wierzyć!!!

Czym chciałby być Raiffeisen Bank?

Odpowiedź na to zgoła filozoficzne pytanie zna Magdalena A. Olczak, dziennikarka „Gazety Prawnej”. 

W tekście Kto przejmie Polbank żurnalistka GP przeprowadza wiwisekcję pragnień trzeciego najbardziej znienawidzonego banku w Polsce.

„Dla Raiffeisena taki zakup oznaczałby awans z początku drugiej dziesiątki do pierwszej piątki banków uniwersalnych w Polsce. Sumą bilansową na poziomie 57 mld zł ustępowałby jedynie PKO BP, Pekao, BRE Bankowi i ING. Jeśli chodzi o sieć oddziałów, to po zakupie Polbanku austriacka instytucja miałaby w naszym kraju blisko 450 placówek, czyli prawie tyle samo, ile ma dzisiaj Millennium czy BPH i ING” – pisze M. A. Olczak.

Imponujące tutaj padają sumy i liczby. Wrażenie mogą także robić nazwy mocarnych firm konkurencyjnych.

Przede wszystkim jednak należałoby uporządkować: jaki zakup ma na myśli żurnalistka.

To oczywiste, ale dla dyscypliny wywodu nadmienię, że od jakiegoś czasu ulubiony bank białoruskiego tyrana Aleksandra Łukaszenki stara się o przejęcie Polbanku, a więc polskiego oddziału EFG Eurobank Ergasias należącego do Greków. 

Najłatwiej byłoby w tym momencie postawić tezę, że Raiffeisen Bank chciałby być Grekiem. 

Austriacy chcieliby być Grekami? Polacy z Raiffeisen Banku chcieliby być Grekami? Dr Herbert Stepic chciałby być Grekiem? Piotr Cz. chciałby być Grekiem?

Absurdalna to teza. W każdym ze swoich wariantów. 

Chociaż Piotr Cz. specjalizuje się w udawaniu Greka.

Powiem wam czym chciałby być Raiffeisen Bank. 

Czymś większym, potężniejszym, lepszym, lecz nie w materii etycznej. Lepszym w ujęciu bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego oznacza skuteczniejszym w ograbianiu swoich klientów.

To tak jakby osoba cierpiąca na karłowatość pragnęła zawodowo uprawiać piłkę koszykową.

Z reguły życzymy wszystkim, aby ich marzenia się spełniły. Pozwólcie, że nie będę życzyć tego Raiffeisenowi.

Bankowcy jak nie wiadomo co

Trudno znaleźć jakieś wyszukane porównanie dla zawodu bankowca. Zwłaszcza bankowca niższego szczebla. Z innymi zawodami jest łatwiej. Przedstawicieli największej ilości zawodów porównuje się do zwierząt (policjanci, prostytutki, piosenkarze etc.).

Najłatwiej porównać bankowca do rekina.

Rekiny finansjery.

Tak często określa się bezwzględnych pracowników sektora finansowego brutalnie, niczym rasowi drapieżnicy, dążących do celu, którym jest bezustanne pomnażanie pieniędzy. Rekinem finansjery można na pewno nazwać Piotra Cz. oraz innych pracowników Raiffeisen Banku zajmujących się zarządzaniem większą ilością ludzi.

Rekinami finansjery będą z pewnością: „specjaliści do spraw bankowości prywatnej, specjaliści do spraw instrumentów pochodnych, bankowy opiekun firmy Semax, wicedyrektor departamentu bankowości prywatnej, dyrektor departamentu bankowości inwestycyjnej, a na koniec – dyrektor regionu do spraw bankowości korporacyjnej Raiffeisena”. 

Jeszcze raz Pawłowi Pietkunowi, bo to fragment artykułu żurnalisty „Gazety Bankowej” cytuję powyżej, niech będą dzięki.

P. Pietkun łaskaw był wskazać, kto jest winien utraty pieniędzy przez klientów „banku ludzi przedsiębiorczych”, którzy zdecydowali się na niesłusznie i podstępnie zachwalane przez raiffeisenowych rekinów  obligacje podupadającej spółki odzieżowej Semax.

Kiedy tak siedzę i z braku ciekawszego zajęcia porównuję pracowników wyższego szczebla Raiffeisen Banku do morskich drapieżników, myśląc, że to zabawne, wielu podrzędnych bankowców spod ciemnej gwiazdy tańczących raiffeisena wiedeńskiego, nieposiadający jeszcze swojego odpowiednika w przyrodzie przeżywa autentyczny koszmar, którym jawi się praca w trzecim najbardziej znienawidzonym banku w Polsce. 

Temat o nazwie raiffeisen bank-praca rozpoczęty przeszło 3 lata temu na forum portalu „Bankier” jest ciągle żywy. Niedawno (dokładnie 20.01.) użytkownik o nicku „były pracownik” napisał (wszystkie cytaty tradycyjnie przytaczam z zachowaniem pisowni oryginalnej):

„Pracowałem w odziale, który został zamknięty. A miało byc tak pięknie…. Podczas mojej dwuletniej kariery w tym banku przewinęło się tyle osób, takiej rotacji nawet w spożywczym nie ma… To nie jest wina pracownika, ani nawet dyr placówki, tylko generalnie zarządu, który nie iwe co się dzieje w oszczególnych oddziałach. Zwalniają ludzi, tną stanowiska, dokładają obowiązków…. robią z nami co chcą. pracowałem w innym banku wcześnie, ale po doświadczeniu w RBPL nie chciałbym już więcej pracować w banku.”

W niedzielę (23.01.) z kolei głos zabrał użytkownik o nicku „gość”, który odniósł się do innych wypowiedzi nt. pracy w „banku ludzi przedsiębiorczych”, cytowanych zresztą przeze mnie w jednym z wcześniejszych wpisów, a także do moich wynurzeń (chociaż nigdy nie miałem nieprzyjemności parać się bankowością) w sposób następujący:

„zgadzam się w 100 %. W RBPL nie liczy się nic oprócz tabelek i ciągłego wyścigu szczurów. Żadnych reguł. Wszystko wygląda ładnie na papierze, ale z rzeczywistością nie mam nic wspólnego. Menadżerowie, którzy nie znają produktów, ani zasad ich działania. Dno.”

Czy istnieje w przyrodzie jakiś pomocnik rekina, który trzyma się z nim ze strachu przed głodem?

Piotr Cz. stawia quasi-szampana

Bankowcom spod ciemnej gwiazdy tańczącym raiffeisena wiedeńskiego. Czyli swoim pracownikom. I sobie: nie da się ukryć.

Ale z jakiej okazji?!

Otóż Raiffeisen Bank nie jest już najbardziej nielubianym bankiem w Polsce. Raiffeisen Bank jest obecnie trzecim najbardziej nielubianym bankiem w Polsce.

Hurra!!! Strzelają korki od rzekomo rosyjskiego lub – jak często mawiają ludzie na co dzień  obserwowani przeze mnie w miejscach publicznych – „ruskiego” wina musującego. Najtańszego z ogólnodostępnych. Najczęściej popijanego w Sylwestra przez rzesze ludzi na co dzień obserwowanych przez mnie w miejscach publicznych. 

Sam prezes, jako specjalny bankowiec spod ciemnej gwiazdy tańczący raiffeisena wiedeńskiego albo bankowiec specjalnej troski (spod ciemnej gwiazdy tańczący raiffeisena wiedeńskiego) może sobie przy tym pozwolić na szampana najtańszego z niedostępnych dla ogółu. Czyli wartego tyle, ile roczny dochód przeciętnej polskiej rodziny.

Wszystko idzie na koszt inwestorów Semaksu, którzy uwierzyli Czarneckiemu i Spółce, że zakup obligacji rzekomo dobrze prosperującej firmy odzieżowej to pomysł jak najbardziej trafiony.

Zaraz, zaraz.

A dlaczego wszyscy poza Piotrem Cz. mają pić szampana za 5 zł?

Nie wiem. Może dlatego, że jak Raiffeisen Bank zostanie np. piątym najbardziej nielubianym bankiem w Polsce, to dostaną po butelce Dorato.

Prezes z kolei nabędzie wtedy butelkę rzadkiego trunku, której równowartość przekracza roczny dochód dziesięciu polskich rodzin.

Itd.

Koszty imprezy pokrywają obligatariusze, z których zdarto 20 mln zł.

Swoją drogą niekoniecznie bąbelki, lecz nie do końca dobry nastrój doskwiera teraz prezesowi. Przytoczę fragment artykułu autorstwa Piotra Żytnickiego, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, żebyście zrozumieli, co mi właściwie chodzi.

„Semax miał kredyty w Raiffeisen Banku, więc musiał informować go o swojej sytuacji. Czy podawał prawdę? Co bank zrobił z tą wiedzą? Prokuratura wciąż bada ten wątek i nie wyklucza, że podejrzanych będzie więcej” – spekuluje żurnalista donoszący o poniedziałkowym zatrzymaniu członków zarządu i głównej księgowej Semaksu, którym postawiono m. in. zarzut „oszustwa w stosunku do mienia o znacznej wartości”.

W normalnej historii gangsterskiej byłyby dwa wyjścia z takiej sytuacji, w zależności od tego, jak wysoko capo di tutti capi oceniłby dalszą przydatność oskarżonych pod względem prowadzonego przez siebie biznesu. Nie od rzeczy okazałby się także ocena ryzyka związanego z puszczeniem pary z ust przez tychże oskarżonych. Niezbędna byłaby przy formułowaniu takiej oceny zaduma szefa wszystkich szefów nad poziomem zaufania, jakim darzy on oskarżonych. 

Mówiąc krótko: capo di tutti capi zlikwidowałby ich za sprawą swoich cyngli nie ryzykując, że puszczą parę z ust i go pogrążą albo w swej niezmierzonej łaskawości pozwoliłby im odsiedzieć wyrok. Zarówno w trakcie odsiadki, jak i po wyjściu mogliby skazani liczyć na wszelkie luksusy, jakie płyną z krycia wpływowego bossa (takie jak najprawdziwsze szampany w cenie domku jednorodzinnego za butelkę do każdego więziennego posiłku, za którego równowartość można byłoby postawić milion studzien w Sudanie).

To nie jest jednak normalna historia gangsterska. To jest tzw. „rzeczywistość”, którą trudno nazwać normalną. 

Czy zatem do „prezesa Mariusza S., wiceprezesa Macieja K.” oraz głównej księgowej Głównej K. dołączy niebawem prezes zarządu Raiffeisen Bank Polska, Piotr Cz.?

Pozwolę sobie zakończyć tym arcytrudnym pytaniem.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.