Posty otagowane 'pozew zbiorowy'

Skrzydlate rekiny i ciężkie paluchy kanarów

Paweł Pietkun w artykule PR czarny dla banków, opublikowanym kilka dni temu w „Gazecie Bankowej” martwi się o polski sektor bankowości.

„Dzisiaj trudno nawet powiedzieć, kiedy zaczął się tak silny podział na <<nas>> klientów i <<ich>> bankowców. Wiadomo jednak, że nie doprowadzi do niczego dobrego dla rynku usług finansowych w Polsce” – pisze dziennikarz GB.

Tekst traktuje o trendzie (tak, tak, a moją ambicją jest uczynić z tego megatrend!), który zapoczątkowali Nabici w mBank, mianowicie konsolidowaniem się klientów przeciwko bankom. Pisał o tym nie tak dawno również Maciej Samcik. Robił to w dwójnasób. Na łamach „Gazety Wyborczej” i na swoim blogu.

„Zachowanie tego trendu spowoduje powrót rynku do czasów powojennych, kiedy władza ludowa przedstawiała sektor bankowy, jako krwiopijców nie mających litości i poczucia przyzwoitości, co na pięć dekad wypaczyło obraz banku w Polsce” – kontynuuje P. Pietkun.

Poprawa sytuacji miałaby się dokonać dzięki stworzeniu w bankach wewnętrznych komórek, które dawałaby klientowi poczucie, że jest on traktowany uczciwie. Do działania zostały przez autora artykułu wezwane również instytucje zrzeszające banki, takie jak: Związek Banków Polskich czy bankowy arbitraż.

Problem polega na tym, że w sprawie zawyżania oprocentowania kredytów wedle mglistych zapisów umownych, które wkrótce będą omawiane na salach sądowych, wymienione przez P. Pietkuna instytucje (a także np. Komisja Nadzoru Finansowego oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) nie kiwnęły nadnaturalnie wielkim paluchem.

Oznacza to, że zarządy banków grupy BRE, Santandera czy wreszcie samego Raiffeisena postępowały w tej materii nieskrępowanie dzięki cichemu przyzwoleniu nadrzędnych sił kontrolnych.

Niemniej w WBK-u, jak powiada żurnalista „Gazety Bankowej”, tego rodzaju komórka już powstała. Kiedy podobne rozwiązanie wprowadzi „bank ludzi przedsiębiorczych?

Nie wiem. 

Najprawdopodobniej nie wie tego też niejaki Marek Michalak, fan moich wynurzeń, który – pisząc na Facebooku o tychże wynurzeniach i pracownikach Raiffeisena – dotyka meritum i wzbija się przy okazji na wyżyny lirycznego wysmakowania. 

„To na pewno są rekiny biznesu i bankowości. Nieomylni, skazani na sukces. Jako rekiny, w swoim środowisku są drapieżnikami. Zżerają wszystkie małe rybki z bajora, w którym się taplają. Problem w tym, że <<Pan Raiffeisen Watch>> z tego bajora tę wodę znacznie upuścił. I co widzimy? Szamoczące się w błocku, skowyczące, zbyt tłuste i nadal zbyt pewne siebie cielska.”

Tym rekinom będą teraz wyrastały anielskie skrzydła. Oby odleciały jak najdalej!

Przeczytajcie o trendzie, który trzęsie posadami banków działających w Polsce:

  1. Artykuł Pawła Pietkuna z „Gazety Bankowej”.
  2. Artykuł Macieja Samcika z „Gazety Wyborczej”
  3. Wpis na blogu Macieja Samcika.

Narkotyk idealny

Dobrze jest mieć wpływ na tzw. „rzeczywistość”. Poczucie, że możecie kształtować ludzkie losy daje niezłego kopa. Stanowi zastrzyk adrenaliny, skuteczny afrodyzjak, końską dawkę  mentalnych witamin.

Bankowcy spod ciemnej gwiazdy Raiffeisen Banku wiedzą, o czym mówię. Ich możliwości kształtowania ludzkich losów za sprawą wpływu na zawartość cudzych portfeli ogranicza jedynie, niski zazwyczaj, poziom nieufności przyzwoitych klientów.

Bankowi clowni tańczący wiedeńskiego walczyka przed zasmuconą publicznością, która znacznie przepłaciła za bilety do cyrku, mają okazję zażywać ten rodzaj narkotyku bez przerwy. 

A ich śmieszne kolorowe spodnie w pasy, które winny być więziennymi pasiakami, po brzegi wypchane są kasą „ludzi przedsiębiorczych”.

Od kilku dni czuję się jak bankowcy Raiffeisena. Nie jestem wprawdzie clownem, nie mam też w zwyczaju pozbawiać kogokolwiek oszczędności życia, ale wiem już, że posiadam moc przemożnego wpływu na tzw. „rzeczywistość”.

Czytelnicy tego bloga zbierają się do kupy, aby złożyć pozew zbiorowy przeciwko „bankowi ludzi przedsiębiorczych”!

Robią to tutaj!!!

Publiczność buntuje się wobec absurdalnych cen biletów na bezwartościowe przedstawienie, zamierzając rozerwać śmieszne spodnie Raiffeisen-clownów na strzępy.

Pod wpływem narkotyku idealnego gorąco kibicuję publiczności.

Raiffeisen pod sąd!

I to w dwóch różnych sprawach. W dzisiejszym „Pulsie Biznesu” (9.11.2010) ukazał się artykuł autorstwa Eugeniusza Twaroga, Raiffeisen odsłania karty w sprawie Semaksu. Wbrew sensacyjnemu wydźwiękowi takiego tytułu w samym tekście nie ma niczego sensacyjnego.

Dziennikarz PB przedstawia jedynie na jakim etapie znajduje się sprawa. Poza wiadomościami, które zostały przeze mnie przekazane tutaj, jedna jest w Raiffeisen odsłania karty w sprawie Semaksu informacja istotna.

Będzie proces sądowy!

Bank nie zamierza spłacać obligacji Semaxu. Nie ma zatem mowy o przedsądowej ugodzie, do której Raiffeisen został wezwany przez kancelarię reprezentującą inwestorów dnia 25 października.

Termin rozprawy będzie znany, kiedy biegli skończą prace w ramach postępowania przygotowawczego toczącego się w poznańskiej prokuraturze. Jak wynika z wypowiedzi prokuratora, ich zadaniem jest orzeknięcie, czy bank wiedział jaka jest sytuacja finansowa spółki w chwili sprzedaży obligacji. 

Jeśli okaże się, że wiedział, będzie to oznaczało – ni mniej, ni więcej – że wprowadzał swoich klientów w błąd, co jest pewne w 100 proc., gdyż Raiffeisen był jednocześnie kredytodawcą spółki Semax, więc trudno, aby nie znał sytuacji swojego kredytobiorcy.

Pisze o tym Twaróg. Pisał o tym również już w zeszłym roku na swoim blogu Maciej Samcik, dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

Wystosowanie opinii biegłych, która nie będzie korzystna dla banku jest kwestią kilku tygodni. Może dziwić tempo działania specjalistów, o czym także wspomina Twaróg. Termin z końca października został przesunięty na koniec listopada.

Ciemną gwiazdę znajdującą się nad głowami bankowców Raiffeisena zasłaniają coraz gęstsze czarne chmury. Wspomniany Maciej Samcik pisze w dzisiejszej „Wyborczej” o tym, że kilkanaście osób poszkodowanych przez „bank ludzi przedsiębiorczych” szuka kancelarii, która złożyłaby w ich imieniu pozew zbiorowy.

To, że atmosfera wokół Raiffeisen Banku niebezpiecznie się zagęszcza widać na forach internetowych, gdzie najprawdopodobniej pracownicy – albo jeden pracownik oddelegowany do czarnej roboty – wypisuje bzdury na mój temat, twierdząc m. in., że zaglądał tutaj i nie znalazł niczego ciekawego, co jest wierutnym kłamstwem.

Powiedzcie sami!

Pomachajmy z tego miejsca bankowi specjalnej troski!!!

Zachęcam do skorzystania z papierowej wersji Pulsu Biznesu, gdzie znajduje się cały artykuł plus fotografia Piotra Czarneckiego, prezesa Raiffeisena, który rozkłada ręce w uroczym geście świadomego swojej winy mafiosa, któremu nic nie możecie zrobić, bo ma najlepsze papugi.

Niedozwolone procenty

Napisali do mnie członkowie zespołu zarządzającego forum NabiciWmBank.pl.

Najważniejsze dwie tezy wiadomości są następujące: ogromny sukces inicjatywy bijącej w nieczyste zagrywki bankowców spod ciemnej gwiazdy skutkujący pozwem zbiorowym, w który zaangażowało się już 135 pokrzywdzonych osób i precedensowy wyrok warszawskiego Sądu Apelacyjnego (z 27.10.2010) ws. niejasnych zapisów odnośnie zasad zmiany oprocentowania kredytów w umowach Gospodarczego Banku Spółdzielczego w Barlinku.

Takie zapisy trafią do rejestru klauzul niedozwolonych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Według Nabitych, banki grupy BRE, przeciwko którym szykuje się pozew zbiorowy, stosowały w umowach dla klientów „starego portfela”, czyli zawartych przed 2006 rokiem, jeszcze bardziej niejasne zapisy.

Pozwalały one bankom – bez względu na czynniki zewnętrzne – zawyżać oprocentowanie kredytów.

Takie zapisy stosował również Raiffeisen Bank.

Bankowcy spod ciemnej gwiazdy tańczący walca wiedeńskiego, z kieliszkami najdroższego szampana w dłoniach, na specjalnych spotkaniach zarządu decydowali o wysokości oprocentowania kredytów.

Okazało się jednak, że oszwabieni klienci nie zawsze muszą siedzieć bezczynnie. Powstanie i sukces inicjatyw takich jak NabiciWmBank.pl, o których piszą najważniejsze media finansowe i najlepsi dziennikarze parający się tematyką gospodarczą oznacza, że podejrzane praktyki nie ujdą tym razem na sucho praktykującym.

Gratuluję Nabitym w mBank! Wasz sukces mobilizuje mnie do działania.

Zobaczcie:

  1. Wyborcza o pozwie Nabitych.
  2. Maciej Samcik o ich sukcesie.
  3. Raiffeisen Bank też stosował takie zapisy.
  4. Inne przewinienie Raiffeisen Banku.
  5. Już ukarane działania „banku ludzi przedsiębiorczych”.

Jak się bronić? Dwa słowa o pozwach zbiorowych

W dzisiejszym wpisie krótko wyjaśniamy czym jest pozew zbiorowy. Przywołujemy to pojecie nieprzypadkowo. Jak pokazuje przykład klientów BRE Banku, kancelarie adwokackie widzą w pozwie zbiorowym skuteczny środek nacisku.  Powstała nawet specjalna strona internetowa www.grupanabank.pl, która służy zbieraniu chętnych do złożenia pozwu przeciw bankowi. Na razie do grupy dołączyło 46 osób, pozew zostanie złożony, gdy znajdzie się 90 chętnych. Dużo  – w przypadku sporo mniejszego banku, jakim jest Raiffeisen mogą być kłopoty z zebraniem aż tylu osób. Niewykluczone jednak, że znajdzie się kancelaria chętna by walczyć o interesy klientów poszkodowanych w wyniku „wątpliwego” stosowania regulaminu umów kredytowych, bo formalnie do złożenia pozwu wymagana jest minimalna liczba 10 pokrzywdzonych.

Złożenie pozwu zbiorowego znacząco zwiększa szansę na wygranie sprawy. Samo postępowanie jest też o wiele tańsze. Koszty wynoszą 2% żądanej sumy odszkodowania, zamiast 5% w przypadku wniosków indywidualnych. Grupa poszkodowanych musi ustalić o jaką sumę zabiega. Zasądzona kwota jest dzielona po równo na wszystkich członków grupy. Opłaty sądowe oczywiście też.

Więcej o istocie pozwu zbiorowego można przeczytać na stronie www.pozew-zbiorowy.com.pl.

Tam też niedługo uruchomiony zostanie specjalny moduł, pozwalający tworzyć grupę chętnych do złożenia pozwu zbiorowego. Będziemy sprawę monitorować. Jak tylko moduł ruszy, poinformujemy o tym na blogu.

 



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.